Na czym polega problem kredytów frankowych?

Trudno znaleźć w ostatnim czasie inne zagadnienie prawne związane z rynkiem finansowym, które wzbudziło większe zainteresowanie kredytów indeksowanych i denominowanych do walut obcych, nazywanych potocznie kredytami frankowymi. Z danych przedstawionych w raporcie BIK z 2020r.[1] wynika, że na koniec 2019 roku niespłaconych jeszcze było aż 451,6 tyś. kredytów frankowych, które obciążały 786,6 tyś kredytobiorców. Wartość kredytów hipotecznych waloryzowanych do CHF to na tamten moment 101,8 mld zł. Jednocześnie prawie co piąty (ok. 18%) kredyt mieszkaniowy jest kredytem frankowym.

Choć za początek problemu frankowiczów należałoby uznać pierwszą dekadę XXI wieku, kiedy to banki zaczęły oferować kredyty indeksowane i denominowane, to jego eskalacja nierozerwalnie wiąże się z dniem 15 stycznia 2015 roku. Tego dnia Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) ogłosił swoją decyzję o uwolnieniu szwajcarskiej waluty od zależności wobec euro tj. o porzuceniu polityki monetarnej polegającej na obronie minimalnego kursu wymiany waluty europejskiej na franka szwajcarskiego. Uważany od czasów kryzysu finansowego z 2007 roku za stabilną i bezpieczną do inwestycji walutę frank szwajcarski w wyniku wywołanej decyzją SNB paniki na rynkach walutowych znacząco zmienił swój kurs względem innych walut.

Aby móc wyobrazić sobie efekty wspomnianej decyzji wystarczy przywołać iż przeddzień jej podjęcia (14.01.2015) średni kurs CHF wynosił 3,5712, natomiast 24 godziny później już 4,1611, co oznaczało prawie 17% wzrost. W dłuższej perspektywie średni kurs przed wspomnianą decyzją mieścił w zakresie 2 – 3,5 zł. Potem utrzymywał się w granicach 3 – 3,6 zł, aż do „Czarnego Czwartku” jak nazwano dzień 15 stycznia 2015 roku. Należy w tym miejscu zaznaczyć, że kredytodawcy często pomijali ciążący na nich obowiązek informacyjny i nie informowali, bądź informowali w ograniczonym zakresie, o istnieniu ryzyka kursowego i walutowego. W znakomitej większości prognozy i symulacje przedstawiane klientom nie przedstawiały możliwości zmiany wartości kredytu w takiej skali w jakiej miało to miejsce w rzeczywistości. Jest to o tyle istotne, że wysokość salda kredytu wyrażana była w walucie obcej, co przy wzroście kursu powodowało konieczność zwrotu znacznie wyższej kwoty aniżeli kwota faktycznie wypłaconego kredytu. Jednocześnie wiązało się to z proporcjonalnym wzrostem wysokości konkretnej raty kredytu wyrażonej w PLN.

Poziom uciążliwości dla kredytobiorców wynikający z powyższych zdarzeń był jeszcze większy aniżeli wynikało by to z przytoczonych liczb, ponieważ w przytłaczającej większości klauzule waloryzacyjne określały kursy używane do naliczania spłat rat kredytów w PLN znacznie bardziej niekorzystnie aniżeli wynikałoby ze średnich kursów NBP. W efekcie na początku 2015 roku część Frankowiczów, która wzięła kredyt przy kursie 2 zł, płaciła niektóre raty wedle kursu sięgającego nawet 5 zł, a więc nawet 2,5-krotnie większe od rat początkowych. Jednocześnie saldo kredytu wyrażone w CHF, po przeliczeniu na PLN znacznie przekraczało kwotę udzielonego przez bank kredytu. Było to spowodowane tym, że w zawartych umowach, m.in. za pomocą klauzul waloryzacyjnych, całe ryzyko zmiany kursu waluty przeniesiono na kredytobiorcę, dając częstokroć zbyt dużą swobodę, a w niektórych przypadkach nawet dowolność ustalania wysokości jego zobowiązania przez profesjonalną stronę umowy jaką bez wątpienia jest bank.

Przez wiele lat wyroki polskich sądów nie dawały zbyt dużych nadziei na odmianę losu kredytobiorców. Niewątpliwie punktem przełomowym było orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE z 3.10.2019r. w sprawie o sygn.
C-260/18 znane szerzej jako Dziubak v Raiffeisen Bank. Było to pierwsze orzeczenie, które wyraźnie wskazywało na możliwość stwierdzenia nieważności umowy kredytowej na skutek zawarcia w nich niedozwolonych postanowień dotyczących mechanizmu denominacji czy indeksacji oraz obliczania wysokości świadczeń stron przy użyciu kursów ustalanych przez bank.

r.pr.

Dariusz Śmiłek


[1] Aktualności BIK: Portret frankowicza, Raport Biura Informacji Kredytowej z 04.02.2020r. 

Czy nowelizacja Kodeksu Postępowania Administracyjnego zakończy reprywatyzację?

Już za dwa tygodnie – a dokładniej 16 września 2021r.- wejdzie w życie istotna nowelizacja Kodeksu Postępowania Administracyjnego, uchwalona przez Sejm 11 sierpnia br. (Dz.U. z 2021r. poz. 1491). Ustawa była promowana w mediach m.in. hasłem „Koniec z dziką reprywatyzacją” i odbiła się głośnym międzynarodowym echem. Trzeba jednak zauważyć, że ustawa nie tyle uniemożliwia nieprawidłowości przy reprywatyzacji – przez co miałaby być narzędziem w walce z „dziką reprywatyzacją” – co sprawia, że nie będzie już możliwości wszczęcia postępowania w celu odzyskania mienia czy uzyskania odszkodowania.

Ustawa zmienia brzmienie art. 156 § 2 KPA, rozciągając jego zastosowanie na wszystkie przesłanki nieważności decyzji administracyjnej, w tym wydanie jej z rażącym naruszeniem prawa, co sprawia że nie jest możliwym stwierdzenie jej nieważności jeśli od doręczenia lub ogłoszenia minęło ponad 10 lat. W nowelizacji postanowiono także o dodaniu do art. 158 KPA § 3. Zgodnie z jego brzmieniem: „Jeżeli od dnia doręczenia lub ogłoszenia decyzji, wydanej bez podstawy prawnej lub z rażącym naruszeniem prawa, upłynęło trzydzieści lat, nie wszczyna się postępowania w sprawie stwierdzenia nieważności decyzji”. W praktyce oznacza to, że droga sądowa dla osób, które nie wszczęły postępowań w celu odzyskania odebranego mienia zostanie definitywnie zamknięta. Na mocy przepisów przejściowych również  postępowania będące w toku, a wszczęte później niż 30 lat od doręczenia lub ogłoszenia decyzji zostaną umorzone z mocy prawa.

Zmiana ustawy miała być wykonaniem wyroku Trybunału Konstytucyjnego o sygn. P 46/13. Trybunał orzekł w nim, że nie powinno być możliwości stwierdzenia nieważności decyzji administracyjnej po kilkudziesięciu latach, gdyż upływ czasu znacząco utrudnia ocenę działania organów administracji publicznej. Wyrok ten jednak nie dotyczy możliwości stwierdzania, że decyzja został wydana z rażącym naruszeniem prawa (a jedynie stwierdzenia nieważności) oraz dotyczy tylko takich decyzji, które były podstawą nabycia prawa lub jego ekspektatywy. 

W rezultacie nowelizacji, z dniem wejścia w życie ustawy niemożliwym będzie wszczęcie postępowania w celu dochodzenia roszczeń odszkodowawczych opierających się o decyzje wydane przed 1991r., w tym także decyzji nacjonalizujących mienie pochodzących z okresu PRL. W kontekście reprywatyzacji można to ująć w ten sposób, że każdy kto chciałby rozpocząć postępowanie w celu zwrotu nieruchomości czy uzyskania  odszkodowania za wydanie decyzji administracyjnej z rażącym naruszeniem prawa, np. pozbawiającej go własności nieruchomości w okresie PRL, zostanie tego prawa pozbawiony.  Wszczęcie nowego postępowania w tym celu, będzie możliwe jedynie w odniesieniu do decyzji ogłoszonych lub doręczonych nie wcześniej niż 30 lat wcześniej, a więc na moment wejścia w życie ustawy – nie wcześniej niż w 1991r. Z kolei toczące się postępowania, które zostały wszczęte po upływie 30 letniego terminu – a więc znacząca ich większość – z mocy prawa zostaną umorzone.

W aktualnym jeszcze stanie prawnym możliwe było, w sprawach w których postępowanie wszczęto do 1 września 2004r., dochodzenie odszkodowania na podstawie art. 160 KPA w jego brzmieniu sprzed powyższej daty. W sprawach wszczętych później należało uzyskać prejudykat w postaci stwierdzenia wydania decyzji z rażącym naruszeniem prawa, wobec braku możliwości stwierdzenia jej nieważności. Takie orzeczenie sądu administracyjnego uprawniało do wniesienia pozwu o odszkodowanie do sądu powszechnego na  podstawie art. 4171 § 2KC. Od 16 września obie ścieżki zostaną zamknięte, gdyż niemożliwym będzie uzyskanie wyroku stwierdzającego wydanie decyzji z naruszeniem prawa po upływie 30 letniego terminu.

Należy zauważyć, że mamy do czynienia z nowelizacją mającą na celu wyeliminowanie pewnej szczególnej formy nadużyć, jednakże wprowadzaną poprzez zmianę przepisów ogólnych, normujących znacznie większą liczbę stanów faktycznych, a nie nową kompleksową regulację szczególną poświęconą prawidłowemu procesowi reprywatyzacji. Takie działanie oprócz uniemożliwienia dalszych nadużyć, musi znaleźć negatywne odbicie w sytuacji faktycznie uprawnionych do rekompensat. Z uwagi na powyższe nie dziwią liczne komentarze i zarzuty do nowelizacji, jakoby była ona sprzeczna z Konstytucją (taką tezę stawiał m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich – prof. Marcin Wiącek) czy prawem unijnym. Wydaje się możliwym, że w powyższej sprawie wypowie się jeszcze Trybunał Konstytucyjny czy Europejski Trybunał Praw Człowieka lub Trybunał Sprawiedliwości UE, do których to organów z dużym prawdopodobieństwem trafią skargi po formalnym wyczerpaniu ścieżki prawnej w Polsce.

r.pr. Dariusz Śmiłek

TSUE orzeka w sprawie francuskich frankowiczów

Dnia 10 czerwca br. zapadł wyrok TSUE w sprawach połączonych pod sygnaturą C-776/19. Pozwanym w sprawie był bank BNP Paribas oferujący kredyty denominowane do CHF we Francji. Sąd krajowy zadał aż 8 rozbudowanych pytań, co sprawiło, że powyższe orzeczenie jednocześnie porusza wiele aspektów spraw frankowych (m.in. przedawnienie, ryzyko kursowe, główne świadczenia stron), które analogicznie można odnieść do spraw rozpatrywanych w polskich sądach.

Kredytobiorcy ponieśli zarzut nieuczciwego charakteru warunków zawartych w umowach kredytu hipotecznego denominowanych w walucie obcej, przewidujących że frank szwajcarski jest walutą rozliczeniową, w której określono saldo kredytu, a euro jest walutą spłaty, w której spłacano i wypłacano kapitał. Skutkowało to ponoszeniem nieograniczonego ryzyka kursowego przez kredytobiorcę. Z kolei bank kwestionował te roszczenia wskazując, że w znacznej mierze przedstawiono symulacje liczbowe wskazujące rozmiar ekonomicznego ryzyka przy zawieraniu umowy kredytu, a także podnosił zarzut przedawnienia, wobec normy stanowionej art. 2224 francuskiego kodeksu cywilnego. Zgodnie z jej treścią roszczenia majątkowe przedawniają się po upływie pięciu lat od dnia, w którym uprawniony znał albo powinien był znać okoliczności pozwalające na skorzystanie z przysługującego mu uprawnienia, co rozumiano w ten sposób, że bieg terminu przedawnienia rozpoczynał się w momencie udzielenia kredytu – roszczenia kredytobiorców wobec literalnego brzmienia przepisu były przedawnione.

Dodatkowo, kredyty były skonstruowane w taki sposób, że niekorzystna zmiana kursu jednocześnie wydłużała okres spłacania kredytu i zwiększała jego całkowity koszt.  Konsumentom przedstawiono dwie symulacje liczbowe ilustrujące wpływ zmian kursów wymiany na kwotę i okres obowiązywania kredytu. Pierwsza dotyczyła wpływu dwupunktowego wzrostu lub spadku stopy procentowej od na kwotę płatności, czas trwania i całkowity koszt kredytu. Druga, zatytułowana „Informacje dotyczące transakcji walutowych, które będą dokonywane w ramach obsługi kredytu”, przedstawiała symulacje zmian tych samych elementów w wypadku umocnienia się euro w stosunku do franka szwajcarskiego w zależności od umocnienia się lub osłabienia euro. Przedstawiona prognoza zamykała uwzględniała maksymalnie 10% zmianę kursu, a w dodatku pominięto jakąkolwiek informację o istnieniu ryzyka kursowego i jego wpływie na wysokość zobowiązania.

Dwa pierwsze pytania dotyczyły zastosowania 5 letniego terminu przedawnienia wobec brzmienia dyrektywy 93/13 i  zasady skuteczności prawa UE stanowiącej, że procedury krajowe nie mogą być  zorganizowane w taki sposób, by czyniły wykonywanie uprawnień przyznanych przez prawo Unii nadmiernie utrudnionym lub praktycznie niemożliwym.

TSUE słusznie wskazał, że analiza ta musi dotyczyć w szczególności długości tego terminu oraz zasad jego stosowania, w tym sposobu, w jaki następuje rozpoczęcie biegu przez ten termin. W dalszej części przywołano utrwalony pogląd, że wyznaczenie rozsądnych terminów do wniesienia środków zaskarżenia pod rygorem wygaśnięcia uprawnienia do ich wniesienia jest możliwe. Niemniej, wspomniana dyrektywa stoi na przeszkodzie uregulowaniu prawa krajowego, które zakazywałoby sądowi krajowemu uznać postanowienie za abuzywne. Zdaniem Trybunału konsument musi mieć możliwość podniesienia w każdej chwili nieuczciwego charakteru warunku umownego nie tylko jako środka obrony, ale również w celu stwierdzenia tego przez sąd, zatem roszczenie to co do zasady nie może podlegać żadnemu terminowi przedawnienia.

Trybunał wskazał również, że możliwe jest przedawnienie roszczenia konsumenta w celu zwrotu nienależnie zapłaconych kwot, przy czym we wcześniejszym orzecznictwie terminy, wynoszące odpowiednio trzy i pięć lat, jako ustalone i znane z wyprzedzeniem uznał za rozsądne. Najważniejsza w tej sprawie jest jednak nie długość terminu, lecz początek jego biegu, wobec ryzyka, że konsument nie będzie w stanie powoływać się w tym terminie na prawa przyznane mu przez dyrektywę 93/13. Było ono realne z uwagi na fakt, że  rozpatrywany termin zgodnie z orzecznictwem sądów francuskich rozpoczynał swój bieg w dniu przyjęcia oferty kredytu. TSUE przypomniał, że termin przedawnienia może być zgodny z zasadą skuteczności tylko wtedy, gdy konsument miał możliwość poznania swoich praw przed rozpoczęciem biegu lub upływem tego terminu i uznał jednocześnie w/w wykładnię sądów francuskich za czyniącą nadmiernie utrudnionym wykonywanie praw konsumenta – a więc jako stojące w sprzeczności z prawem UE.

Przez pytanie trzecie sąd krajowy chciał ustalić, czy kwestionowane postanowienia stanowią przedmiot głównych świadczeń stron. Zgodnie z utrwalonym poglądem TSUE odpowiedział, że ocena ta należy do sądu krajowego przy uwzględnieniu charakteru, ogólnej systematyki i postanowień danej umowy kredytu, a także kontekstu prawnego i faktycznego, w jaki wpisuje się ta umowa. Wskazano również, że postanowienia umowy odnoszące się do ryzyka kursowego definiują główny przedmiot tej umowy. Zatem wniosek taki, powinien prowadzić sąd krajowy do wniosku, że konieczność spłaty kredytu w określonej walucie, nie ma związku z posiłkowym sposobem płatności, lecz związana jest z samym charakterem zobowiązania kredytobiorcy, przez co stanowi podstawowy element umowy kredytowej.

Z kolei przez pytanie czwarte i piąte sąd krajowy chciał doprecyzować czy wymóg przejrzystości warunków tej umowy jest spełniony, jeżeli przedsiębiorca dostarczył konsumentowi informacje dotyczące wpływu ewentualnego wzrostu albo spadku wartości euro w stosunku do waluty obcej, w której denominowano kredyt. W odpowiedzi wskazano, że obowiązek informacyjny przedsiębiorcy obejmuje w szczególności by przedstawiać w sposób przejrzysty konkretne działanie mechanizmu, do którego odnosi się konkretny warunek umowny oraz związek między tym mechanizmem a mechanizmem przewidzianym w innych warunkach, w taki sposób, by konsument był w stanie oszacować, w oparciu o jednoznaczne i zrozumiałe kryteria, wypływające dla niego z tej umowy konsekwencje ekonomiczne. Po raz kolejny ocenę czy w niniejszej sprawie spełniony został wymóg przejrzystości, pozostawiono sądowi krajowemu, przy uwzględnieniu wszystkich istotnych okoliczności faktycznych, np. ogółu okoliczności zawarcia umowy kredytu, czy w rozpatrywanej sprawie konsumentowi podano wszystkie informacje mogące mieć wpływ na zakres jego obowiązków i pozwalające mu ocenić w szczególności całkowity koszt kredytu.

TSUE tak jak ma to w zwyczaju, pozostawiając ocenę sadowi krajowemu wskazał mu pewne wytyczne co do jej przeprowadzenia. Stwierdził, że dla tejże oceny istotne są wszelkie informacje dostarczone przez przedsiębiorcę, które mają na celu udzielenie wyjaśnień konsumentowi co do funkcjonowania mechanizmu wymiany i związanego z nim ryzyka. Szczególne znaczenie przedstawiają wyjaśnienia dotyczące ryzyka dla kredytobiorcy związanego z osłabieniem się waluty państwa w którym ma on miejsce zamieszkania lub siedzibę oraz w której uzyskuje wynagrodzenie, a także wzrost zagranicznej stopy procentowej. Odwołując się do wcześniejszych orzeczeń przypomniano, że kredytobiorca musi zostać jasno poinformowany, iż podpisując umowę kredytu denominowaną w obcej walucie, ponosi pewne ryzyko kursowe, które z ekonomicznego punktu widzenia może okazać się dla niego trudne do udźwignięcia oraz potwierdzono, że przedsiębiorca musi przedstawić możliwe zmiany kursów wymiany walut i ryzyko związane z zawarciem takiej umowy. Jednakże przedstawione symulacje mogą stanowić użyteczną informację, tylko i wyłącznie jeśli są oparte na wystarczających i prawidłowych danych oraz jeśli zawierają obiektywne oceny, które są przekazywane konsumentowi w sposób jasny i zrozumiały. Z kolei nie spełnia wymogu przejrzystości przekazywanie  informacji, nawet licznych, jeżeli opierają się one na założeniu, że kurs waluty pozostanie stabilny przez cały okres obowiązywania tej umowy. Jest tak w szczególności wówczas, gdy konsument nie został powiadomiony przez przedsiębiorcę o kontekście gospodarczym mogącym wpłynąć na zmiany kursów wymiany walut, co spowodowało że nie miał możliwości konkretnego zrozumienia potencjalnie poważnych konsekwencji dla jego sytuacji finansowej. Wydaje się, że jest to wskazanie na fakt, że symulacje przewidujące jedynie 10% zmianę kursów nie są wystarczające, gdyż nie pozwalają na faktyczne zrozumienie ryzyka związanego z umową. Nawiasem mówiąc, bardzo podobnie kształtowała się treść wzorców i informacji przedstawianych polskim frankowiczom. Podsumowując wywód Trybunału, obowiązek informacyjny jest spełniony, jeżeli przedsiębiorca dostarczy konsumentowi wystarczających i dokładnych informacji pozwalających na to, aby przeciętny konsument właściwie poinformowany oraz dostatecznie uważny i rozsądny był w stanie zrozumieć konkretne działanie przedmiotowego mechanizmu finansowego i oszacować w ten sposób, w oparciu o jednoznaczne i zrozumiałe kryteria, konsekwencje ekonomiczne – potencjalnie istotne – takich warunków dla swoich zobowiązań finansowych w całym okresie obowiązywania tej umowy.

Pytania szóste i siódme koncentrowały się na ustaleniu kto powinien dowieść prostego i zrozumiałego charakteru warunku umownego i czy to możliwe, by ciężar ten spoczywał na konsumencie, a także kto ponosiłby ten ciężar gdyby umowa była zawierana między konsumentem a inną osobą, która uczestniczyła w sprzedaży przedmiotowych kredytów w imieniu tego przedsiębiorcy, np. pośrednikiem kredytowym. Na wstępie zauważono, że dyrektywa 93/13 nie zawiera żadnego przepisu dotyczącego ciężaru dowodu w odniesieniu do prostego i zrozumiałego charakteru warunku umownego. Zauważono jednak, że poszanowanie wspomnianej wcześniej zasady skuteczności i realizacji celu dyrektywy, jakim jest ochrona konsumenta poprzez przywrócenie równowagi między pozycją przedsiębiorcy a pozycją konsumenta, nie mogłoby zostać zapewnione, gdyby ciężar dowodu spoczywał na konsumencie. Wynika to z faktu, że skuteczność wykonywania praw przyznanych przez dyrektywę 93/13 nie mogłaby być zapewniona, gdyby konsument był zobowiązany udowodnić okoliczność negatywną, a mianowicie, że bank nie przekazał mu wszystkich informacji niezbędnych do spełnienia wymogu przejrzystości. Zatem co do zasady to przedsiębiorca jest zobowiązany do wykazania przed sądem prawidłowego wykonania ciążących na nim obowiązków przedumownych i umownych związanych w szczególności z wymogiem przejrzystości. Powinien on również obejmować dowód dotyczący przekazania konsumentowi informacji zawartych w takich dokumentach przez przedsiębiorcę lub przez jakąkolwiek inną osobę, która w imieniu tego przedsiębiorcy uczestniczyła w sprzedaży analizowanych kredytów, gdyż to do przedsiębiorcy należy kontrola kanałów dystrybucji jego produktów, niezależnie od tego, czy chodzi o wybór pośredników, czy o przepływ informacji handlowych wobec konsumenta.

Ostatnie pytanie ósme odnosiło się do oceny warunków umownych przewidujących nieograniczone ryzyko kursowe po stronie konsumenta. Sąd odsyłający chciał wiedzieć, czy powodują one znaczącą nierównowagę wynikających z tej umowy praw i obowiązków stron ze szkodą dla konsumenta – a więc de facto, czy są abuzywne? Na początku zaznaczono, że ocena ta również pozostawiona jest sądowi krajowemu, a Trybunał powinien ograniczyć się do udzielenia sądowi odsyłającemu wskazówek, które ten ostatni powinien uwzględnić przy dokonywaniu oceny nieuczciwego charakteru warunków.

Trybunał zaznaczył, że oceny należy dokonać w świetle konkretnych okoliczności oraz z uwzględnieniem w szczególności fachowej wiedzy przedsiębiorcy w zakresie ewentualnych wahań kursów i ryzyka wiążącego się z zaciągnięciem kredytu w walucie obcej, co prowadzić może do wniosku o niedochowaniu wymogów dobrej wiary i przejrzystości, a także istnienia ewentualnej znaczącej nierównowagi, co mogło mieć wpływ na późniejsze wykonanie umowy jak również i na sytuację prawną konsumenta. W omawianej sprawie uznał, że treść umowy wskazuje, że obie strony ponoszą ryzyko kursowe, ale ryzyko ponoszone przez bank jest ograniczone, podczas gdy ryzyko ponoszone przez konsumenta takie nie jest. Wskazał również, że przy ocenie dobrej wiary należy w szczególności wziąć pod uwagę siłę pozycji negocjacyjnych stron oraz kwestię, czy konsument został zachęcony do wyrażenia zgody na dany warunek.

Zdaniem Trybunału Sąd krajowy powinien sprawdzić, czy przedsiębiorca traktujący konsumenta w sposób sprawiedliwy i słuszny, mógłby racjonalnie spodziewać się, iż konsument ten przyjąłby taki warunek w drodze negocjacji indywidualnych. Jednocześnie zaznacza, że w zakresie w jakim przedsiębiorca nie przestrzegał wymogu przejrzystości względem tego konsumenta mogło dojść do obciążenia kredytobiorcy ryzykiem nieproporcjonalnym do świadczeń i kwoty otrzymanej pożyczki. Wynika to z faktu, że stosowanie tych warunków skutkuje długoterminowym obciążeniem konsumenta kosztem zmiany kursu wymiany, co prowadzi do sytuacji w której pozostała kwota kapitału należnego w walucie spłaty jest znacznie wyższa niż kwota pierwotnie pożyczona, a także gdy spłacone raty miesięczne pokrywają prawie wyłącznie same odsetki. Dotyczy to w szczególności sytuacji gdy owo zwiększenie kapitału nie jest zrównoważone różnicą między stopą oprocentowania waluty obcej a stopą waluty krajowej, gdyż istnienie takiej różnicy stanowi dla kredytobiorcy główną korzyść kredytu denominowanego w walucie obcej. TSUE podsumował, że w przypadku stwierdzenia powyższych okoliczności przez sąd krajowy nie można uznać, że bank mógł racjonalnie oczekiwać, iż konsument ten przyjąłby takie warunki w drodze indywidualnych negocjacji, co skutkowałoby ich abuzywnością.

r.pr. Dariusz Śmiłek

TEORIA DWÓCH KONDYKCJI ZASADĄ PRAWNĄ PRZY ROZLICZENIACH W SPRAWACH FRANKOWYCH

W piątek, 7 maja 2021 r., Izba Cywilna Sądu Najwyższego podjęła ważną uchwałę w sprawie rozliczeń, pomiędzy Bankami a ich klientami, w przypadku stwierdzenia nieważności umowy na skutek zawarcia w niej niedozwolonych klauzul abuzywnych (sygn. III CZP 6/21). Siedmioosobowy skład sędziowski obradował rozpatrując wniosek Rzecznika Finansowego prof. Mariusza Goleckiego. Warto na wstępie zaznaczyć, że opisywanej uchwale Sąd Najwyższy postanowił nadać moc zasady prawnej.

Rzecznik Finansowy przedstawił dwa zagadnienia prawne, pytając:

  • „Czy w przypadku stwierdzenia przez sąd nieważności umowy kredytu denominowanego lub indeksowanego w walucie obcej lub
    b) uznania za niedozwolone postanowień umownych przewidujących indeksację kredytu do waluty obcej, gdzie po usunięciu z niej postanowień niedozwolonych umowa kredytu nie może być dalej wykonywana, stronom umowy przyslugują roszczenia, o których mowa w przepisie art. 410 § 2 k.c. w zw. z art. 405 k.c.?”,
    a także

W przypadku odpowiedzi pozytywnej na powyższe pytanie:

  • „Czy świadczenia nienależne stron powstają w wyniku:
    a) odpadnięcia podstawy prawnej (conditio causa finita), czy też
    b) nieważności czynności prawnej zobowiązującej do świadczenia (conditio sine causa)?”

Pierwsze pytanie było w zasadzie postulatem do Sądu Najwyższego, by tenże jednoznacznie określił zasady, według których strony mają rozliczyć roszczenia w przypadku uznania umowy kredytowej za nieważną. Sprowadzało się to do wyboru pomiędzy omawianymi już na blogu: teorią dwóch kondykcji a teorią salda.

​Zgodnie z wcześniejszymi orzeczeniami SN orzekł w myśl teorii dwóch niezależnych i nienależnie spełnionych świadczeń – odpowiednio kredytobiorcy o kwotę dokonanych spłat oraz banku o kwotę wypłaconego kredytu. Wskazał przy tym, że: Niedozwolone postanowienie umowne (art. 3851 § 1 k.c.) jest od początku, z mocy samego prawa, dotknięte bezskutecznością na korzyść konsumenta, natomiast jeżeli bez bezskutecznego postanowienia umowa kredytu nie może wiązać, konsumentowi i kredytodawcy przysługują odrębne roszczenia o zwrot świadczeń pieniężnych spełnionych w wykonaniu tej umowy (art. 410 § 1 w związku z art. 405 k.c.). Oznacza to, że w razie uznania umowy za nieważną, kredytobiorca ma prawo domagać się od banku zwrotu w całości spełnionych świadczeń, nawet w sytuacji, gdy nie spłacił jeszcze kredytu. Jednocześnie Bankowi przysługuje roszczenie w wysokości wypłaconego kredytu.

Pytanie drugie dotyczyło momentu powstania wzajemnych roszczeń, od którego to momentu liczyłby się okres ich przedawnienia. Do tej pory dominował pogląd, iż Kredytobiorca może domagać się zwrotu rat zapłaconych do 10 lat od wniesienia pozwu. Niejasnym pozostawała kwestia przedawnienia się roszczenia banku – które teoretycznie powstawało w momencie spełnienia świadczenia przez bank – a więc w momencie wypłaty kredytu.

Sąd Najwyższy w składzie orzekającym nie wspomniał nic w kwestii ewentualnego roszczenia banku o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału (de facto odsetki), jednocześnie nie przekreślając ich podstaw. Odpowiadając na drugie pytanie przeformułował je i wskazał, że: Kredytodawca może żądać zwrotu świadczenia od chwili, w której umowa kredytu stała się trwale bezskuteczna. Za moment ten w uzasadnieniu ustnym uznano chwilę w której poinformowany odpowiednio konsument wyraził świadomie nie wyraził zgody na abuzywne postanowienia lub sprzeciwił się skorzystaniu z ochrony przed nieważnością umowy – a więc od daty terminu wskazanego w wezwaniu do zapłaty lub daty złożenia pozwu. Pozwala to Kredytobiorcom domagać się wszystkich spłaconych rat od Banku, a nie tylko tych z ostatnich 10 lat. Zaznaczyć należy, że zdaniem SN odpowiednio poinformowany i świadomy konsument może również udzielić następczo świadomej i wolnej zgody na to postanowienie [przyp. klauzule niedozwoloną] i w ten sposób przywrócić mu skuteczność z mocą wsteczną. Oznaczałoby to pełną walidację umowy kredytowej – zaakceptowanie jej kształtu i dotychczasowego sposobu wykonywania. Można to podsumować ten sposób, że Sąd Najwyższy próbował wydać salomonowe rozstrzygnięcie, bo z jednej strony przyznał rację konsumentom w sprawie rozliczeń stron,
a z drugiej jak się zdaje przesunął rozpoczęcie biegu przedawnienia, nie tylko dla konsumenta. Niemniej treść orzeczenia oznacza, że dał bankom argument za tym by pozywać kredytobiorców o zwrot udostępnionych środków. Warto jednak zauważyć, że w związku z 3-letnim terminem przedawnienia stosowanym wobec Banku, w niektórych sprawach w których spór toczy się dłużej, a w których to sprawach Bank do dziś nie wystosował roszczenia o zwrot kwoty udostępnionego kredytu, takie roszczenie może w związku z powyższa uchwałą zostać uznane za przedawnione.

r.pr. Dariusz Śmiłek

TSUE znowu rozstrzyga w sprawie Frankowiczów

Na 11 maja przeniesiono posiedzenie pełnego składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, który rozstrzygać ma przedstawiony przez Pierwszą Prezes Sadu Najwyższego wniosek, zawierający 6 fundamentalnych pytań w sprawie kredytów frankowych. Wcześniej, bo 15 kwietnia, ci sami sędziowie, tyle że w okrojonym składzie, mieli podjąć uchwałę w sprawie pytań zadanych przez Rzecznika Finansowego dotyczących sposobu rozliczeń pomiędzy stronami po unieważnieniu umowy kredytowej. Posiedzenie w tej sprawie zostało przeniesione na 7 maja 2021r. Wobec powyższych ruchów, na pierwszy plan wysuwa się orzeczenie TSUE w sprawie o sygn. C-19/20 zainicjowanej pytaniem prejudycjalnym Sądu Okręgowego w Gdańsku. Ma ono zostać wydane w dniu jutrzejszym, tj. 29 kwietnia 2021 r. Wobec związania sądów krajowych wykładnią przepisów tworzoną przez TSUE, wydaje się iż może ono stanowić wytyczną dla odpowiedzi na część pytań, do których odnosić się będzie Sąd Najwyższy. 

Sąd Okręgowy w Gdańsku wystosował pięć pytań do TSUE dot.:

  1. możliwości zastąpienia klauzuli indeksacyjnej poprzez zawarcie aneksu dookreślającego sposób ustalania kursów zamiast całościowego unieważnienia umowy;
  2. możliwości modyfikacji umów byłego banku GE Money (a także innych stosujących podobne zapisy) w taki sposób, by pozostawić kurs średni NBP, natomiast pominąć zapisy dot. nieograniczonej marży (spreadu) znajdujące się w klauzulach waloryzacyjnych;
  3. braku konieczności stwierdzania nieważności umowy wobec wejścia w życie ustawy antyspreadowej umożliwiającej aneksowanie umowy i dookreślenie sposobu ustalania kursu banku w umowie oraz spłatę bezpośrednio w walucie CHF aneksu;
  4. charakteru prawnego unieważnienia umowy na podstawie abuzywnych klauzul waloryzacyjnych, tj. czy terminy przedawnienia roszczeń wynikających z umowy liczyć należy od początku, tj. momentu spełnienia świadczeń (wypłaty kredytu przez Bank oraz odpowiednio spłaty każdej z rat), czy od daty wyroku stwierdzającego nieważność umowy,  tudzież od momentu zakwestionowania umowy przez konsumenta;
  5. zakresu informacji, które Sąd rozstrzygający sprawę o stwierdzenie nieważności umowy musi przekazać konsumentowi, w przedmiocie potencjalnych roszczeń banków w razie stwierdzenia nieważności;

Wspomniany pełny skład Izby Cywilnej SN ma również odnieść się do kwestii ewentualnego unieważnienia kredytu w przypadku istnienia niedozwolonych postanowień w umowie, do kwestii rozliczeń między stronami po upadku umowy,
jak i odpowiedzieć na pytanie dotyczące wynagrodzenia z tytułu bezumownego korzystania z kapitału przez obie strony sporu. W tym zakresie oba orzeczenia będą się pokrywały. Z punktu widzenia przeciętnego Frankowicza najważniejszym pytaniem jest to oznaczone numerem 4. Od udzielonej odpowiedzi zależeć będzie od jakiej daty należy liczyć termin przedawnienia roszczeń banku o zwrot kapitału oraz czy bankowi należy się wynagrodzenie za korzystanie z kapitału – odsetki – którymi straszyły swoich klientów. Warto zaznaczyć, że możliwe jest przyjęcie kilku terminów początkowych biegu terminu przedawnienia. Może to być moment spełnienia świadczenia, zakwestionowania umowy przez kredytobiorcę, lub też data ogłoszenia wyroku potwierdzającego nieważność umowy. Jeśli jednak TSUE przyjmie, że początek biegu przedawnienia stanowi data wypłaty kredytu, to zdecydowana większość roszczeń banków ulegnie przedawnieniu, gdyż w większości sporów pomiędzy Kredytobiorcami a Bankami kredyt został wypłacony ponad 10 lat temu. Udzielając odpowiedzi na pytanie dotyczące wynagrodzenia za korzystanie z kapitału TSUE będzie musiał wziąć pod uwagę przede wszystkim, ochronny dla konsumenta a penalny dla nieuczciwego Banku, aspekt Dyrektywy UE 93/13 o ochronie praw konsumentów, z której wynika, że sankcje za stosowanie klauzul abuzywnych powinny mieć efekt odstraszający i zniechęcający profesjonalne podmioty do dalszych naruszeń w przyszłości. Korzystne dla banków orzeczenie, z pewnością nie pozwalałoby na realizację tego celu. Mnogość spraw rozstrzyganych na przełomie kwietnia i maja przez TSUE i Sąd Najwyższy sprawia, że możliwym stanie się ujednolicenie stanowiska polskich sądów w duchu prawa unijnego. Warto spostrzec, że jak dotąd TSUE wielokrotnie opowiadał się za takim stosowaniem prawa krajowego, aby w maksymalny sposób chroniło ono konsumenta.

Nie da się nie zauważyć, że atmosfera sporu wokół kredytów frankowych stała się niezwykle gorąca. W spór medialny zaangażowano największe autorytety takie jak Leszek Balcerowicz czy Ewa Łętowska, a szumnie zapowiadana akcja proponowania ugód przez Banki została zamrożona. Strony sporu w nerwowym oczekiwaniu przerzucają się argumentami twierdząc m.in. iż spór toczy się między frankowiczami a bankami, ale nade wszystko – miedzy frankowiczami a resztą społeczeństwa. A im bardziej skrajne byłoby rozstrzygnięcie, tym bardziej naruszałoby ono elementarne zasady prawa i sprawiedliwości, i tym bardziej destrukcyjne byłoby dla gospodarki i – w efekcie – dla społeczeństwa. (L. Balcerowicz)
Druga strona ripostuje że „niemoralne jest odwoływanie się do argumentu o uspołecznieniu straty, gdy do polskich sądów wreszcie dotarła wiedza o wymaganym standardzie UE, a klienci biorący kredyty, nie byli informowani rzetelnie o ryzyku walutowym”, a także przypominają, że ”skoro ktoś działał bezprawnie, musi ponosić tego konsekwencje”, oraz że “banki niczego nie tracą, a ponoszą konsekwencje swoich działań” (E. Łętowska, W. Modzelewski)

Wszystkim naszym Klientom oraz innym kredytobiorcom życzyć trzeba, aby Trybunał przychylił się raczej do drugiej strony sporu – a więc stanął w obronie uzasadnionych interesów Frankowiczów!

r.pr. Dariusz Śmiłek

Banki w opałach. Czy kredyty udzielone konsumentom bez zdolności kredytowej są nieważne?

Jak się okazuje, trwająca od 2019 roku seria niekorzystnych dla Banków rozstrzygnięć Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i Sądu Najwyższego wcale nie musi się skończyć. Choć większość składających się na nią orzeczeń dotyczy tzw. „kredytów frankowych”, to tym razem potencjalnie zainteresowany orzeczeniem w przedmiocie zagadnienia prawnego, skierowanego do Sądu Najwyższego przez SO w Poznaniu, może być każdy konsument, który nie posiadał zdolności kredytowej w dacie zawarcia umowy lub którego zdolność kredytowa nie została poprawnie zbadana.

Ustalono, że Bank udzielił kredytu w wysokości 24 tys. zł na 6 lat, przy czym miał on finansować spłatę kredytu wcześniej udzielonego przez ten sam Bank, a pozostała część przeznaczona była na cele konsumpcyjne. Z uwagi na to, że Kredytobiorca zaprzestał spłaty rat, Bank wypowiedział umowę, a gdy dłużnik nie spłacił należnej kwoty, wystąpił z pozwem. Sąd I instancji stwierdził, że umowa została ważnie zawarta pomimo tego, że Kredytobiorca w chwili udzielania kredytu był niewypłacalny – uzyskiwał wynagrodzenie w wysokości ok. 1000 zł miesięcznie, wobec raty w wysokości 554 zł. Konsument dowodził, że zawarł umowę tylko dlatego, iż namówiła go do tego zatrudniona w Banku znajoma, zaś kredytodawca znał jego sytuację finansową i miał świadomość, że jest niewypłacalny. Stwierdził również, że kredyt wziął dla osoby trzeciej, a więc nie będącej kredytobiorcą. Sąd I instancji uwzględnił powództwo Banku stwierdzając, że naruszenie przez niego obowiązku wynikającego z art. 70 ust. 1 Prawo bankowe nie ma wpływu na ważność umowy kredytowej, a jedynie może być powodem nałożenia sankcji administracyjnych.

Natomiast Sąd Okręgowy, jako Sąd II Instancji powziął wątpliwości co do skutków tego naruszenia, wyrażone w zagadnieniu prawnym skierowanym do Sądu Najwyższego:
Czy naruszenie przez bank będący kredytodawcą obowiązku należytego zbadania zdolności kredytowej kredytobiorcy będącego konsumentem, na podstawie art. 9 ustawy z dnia 12 maja 2011 r. o kredycie konsumenckim (Dz. U. 2019/1083 t.j.) i art 70 ust. 1 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. Prawo bankowe (Dz. U. 2020/1896 t.j. ze zmianą) w zw. z art. 9 ust. 4 ustawy o kredycie konsumenckim oraz brak zdolności kredytowej konsumenta w dacie zawarcia umowy kredytu konsumenckiego skutkuje nieważnością umowy kredytu na podstawie art. 58 § 1 k.c. ewentualnie na podstawie art. 58 § 1 i 2 k.c.?

W uzasadnieniu postanowienia o skierowaniu zagadnienia prawnego do Sądu Najwyższego (sygn. w SN III CZP 2/21) argumentował, że zakaz udzielenia kredytu konsumentowi bez zdolności kredytowej odzwierciedla istotny cel
społeczno-gospodarczy polegający na ochronie tego konsumenta przed popadnięciem w spiralę zadłużenia, co rodzi zobowiązanie Banku do badania tej zdolności bez względu na status osoby ubiegającej się o kredyt, wysokość wnioskowanej kwoty, cel i charakter kredytu. Wskazał również, że Bank ma prawo
i obowiązek badać, czy kredytobiorca po otrzymaniu kredytu nie utracił zdolności kredytowej lub czy jego zdolność do spłaty kredytu nie jest zagrożona.

Przechodząc do argumentacji prawnej Sąd uznał, że w tej sprawie należy zbadać dwa aspekty ewentualnej nieważności umowy kredytu konsumenckiego:

– dotyczący niezgodnego ze stanem faktycznym celu umowy – Kredytobiorca twierdził przecież, że zawarcie umowy kredytu konsumenckiego nastąpiło na prośbę osoby trzeciej, oraz

– dotyczący uchybień Banku w procesie należytego badania zdolności kredytowej oraz zawarcia umowy pomimo jej braku.

Sąd podkreślił, że jedyne wyjątki od zasady nieudzielania kredytów osobom potencjalnie niewypłacalnym są wyraźnie wskazane w ustawie. Przywołał także inne wyroki sądów powszechnych i postawił tezę, iż w orzecznictwie przyjmuje się, że publicznoprawny charakter tego zakazu powoduje, że niesprawdzenie zdolności kredytowej konsumenta przez Bank lub zawarcie umowy kredytu po przeprowadzeniu analizy, której rezultatem jest stwierdzenie braku takiej zdolności, nie powoduje nieważności umowy kredytu. Jednocześnie wskazując, że niedopełnienie tego obowiązku może skutkować zastosowaniem wobec Banku sankcji w ramach nadzoru bankowego lub odpowiedzialnością karną za wykroczenie z art. 138c par. 1a kw.

Podsumowując zapatrywania prawne, SO w Poznaniu stwierdził, iż wykładnia art. 70 ust. 1 Prawo bankowe w zw. z art. 9 ustawy o kredycie konsumenckim dokonywana z uwzględnieniem brzmienia i celu dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2008/48/WE z 23.4.2008 r. w sprawie umów o kredyt konsumencki oraz uchylającej dyrektywę Rady 87/102/EWG (Dz.Urz. UE L z 2008 r. Nr 133, s. 66 ze zm. i nast.) może prowadzić do wniosku, że brak zbadania albo nienależyte zbadanie zdolności kredytowej konsumenta przez Bank wywiera również skutek prywatnoprawny (cywilnoprawny) – a więc pomiędzy stronami umowy. Jak słusznie zauważył ani ustawa o kredycie konsumenckim, ani prawo bankowe, nie określają sankcji za naruszenie tych obowiązków przez Bank. Postawił tezę, że skutków cywilnoprawnych należy poszukiwać na gruncie art. 58 § 1 i 2 KC. Nawiasem warto wspomnieć, że jednocześnie Sąd zauważył, że jeśli przy zastosowaniu dyrektyw wykładni prawa nie byłoby możliwe stwierdzenie nieważności umowy, to z uwagi na brak innego przepisu pozwalającego na pełne zastosowanie dyrektywy w sprawie umów o kredyt konsumencki  (2008/48/WE), może to prowadzić do uznania, że nie doszło do implementacji dyrektywy w tym zakresie.

W ocenie Sądu II instancji uwzględniając prokonstytucyjną wykładnię art. 58 § 1 KC (opartą na art. 76 Konstytucji RP) ochrona konsumenta przemawia za tym, aby w takiej sytuacji wystarczyło jednostronne naruszenie normy bezwzględnie obowiązującej (art. 9 ustawy o kredycie konsumenckim, art. art. 70 ust. 1 Prawo Bankowe) skutkujące nieważnością umowy kredytu na podstawie art. 58 § 1 KC. Rozważając ewentualny zarzut naruszenia zasad współżycia społecznego przez Kredytobiorcę, który nieprawdziwie wskazał cel kredytu, stwierdził iż nawet uzasadniony zarzut nie znosi zakazu udzielenia kredytu z powodu braku zdolności kredytowej po stronie konsumenta, obowiązku należytego zbadania tej zdolności kredytowej, weryfikacji uzyskanych informacji oraz udzielenia konsumentowi rzetelnych informacji o braku zdolności kredytowej, które to skierowane są do instytucji bankowych.  

Na rozstrzygnięcie w przedmiocie tego pytania, prawdopodobnie będziemy musieli chwilę poczekać. Trafiło ono już do Sądu Najwyższego i oczekuje na wyznaczenie terminu posiedzenia. Niemniej, nie należy się spodziewać, by posiedzenie wyznaczono przed ponownie przełożonym, tym razem na 11 maja, posiedzeniem pełnego składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, który rozstrzygać ma przedstawiony przez Pierwszą Prezes Sadu Najwyższego wniosek, zawierający 6 fundamentalnych pytań w sprawie kredytów frankowych.

r.pr. Dariusz Śmiłek

Sąd Najwyższy potwierdza zastosowanie teorii dwóch kondykcji

Początek 2021 roku, tak jak i cały poprzedni, przynosi korzystne wiadomości dla Kredytobiorców uwikłanych w kredyty indeksowane i denominowane do waluty obcej. Jak już sygnalizowałem we wcześniejszym wpisie (https://reprywatyzacjanieruchomosci.wordpress.com/2020/09/07/pytania-od-frankowiczow-trafiaja-do-sadu-najwyzszego/), okres ten powinien przynieść odpowiedzi na większość pytań, które pozostają kontrowersyjne w temacie kredytów frankowych. Wątpliwości dotyczą m.in. wyboru pomiędzy opisanymi w w/w tekście teoriami – dwóch kondykcji oraz salda – a także wzajemnych rozliczeń stron, przedawnienia roszczeń czy ewentualnego roszczenia z tytułu wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, którym Banki częstokroć straszyły klientów. Karty zaczynają pojawiać się na stole, a w rolę krupiera w tym rozdaniu wciela się Sąd Najwyższy.

Dnia 16 lutego 2021r. w sprawie o sygn. III CZP 11/20 Sąd Najwyższy wydał uchwałę w przedmiocie wyboru pomiędzy przywołanymi teoriami. Sąd pytający zwrócił się o wyjaśnienie, czy w przypadku uznania umowy kredytu indeksowanego za nieważną na skutek zawarcia w niej klauzul abuzywnych, gdy bezpodstawne wzbogacenie ma miejsce po obu stronach umowy, Kredytobiorca może skutecznie domagać się od banku zwrotu świadczenia w postaci rat kapitałowo-odsetkowych zapłaconych w walucie polskiej lub w walucie obcej,  nawet w sytuacji gdy nie doszło do zwrotu przez kredytobiorcę wypłaconej przez bank kwoty kredytu w nominalnej wysokości? (np. gdy kwota dotychczas dokonanych spłat jest niższa aniżeli udzielonego i wypłaconego w PLN kredytu). Ujmując to pytanie bardziej zwięźle, można by zapytać: Czy teoria dwóch kondykcji nadaje się do zastosowania w sprawach frankowych?

Dotychczas, Sądy często powołując się na względy słuszności, odmawiały uznania roszczeń kredytobiorców, którzy domagali się zwrotu wszystkich wpłaconych rat, wobec przedawnionego wg. przepisów ogólnych roszczenia Banku. Niemniej zdaniem SN spory związane z umową kredytową zawierającą abuzywne klauzule skutkujące stwierdzeniem nieważności tejże umowy, powinny być rozwiązywane przy zastosowaniu teorii dwóch kondykcji. Oznacza to, że Kredytobiorca, który w wykonaniu umowy kredytu, dotkniętej nieważnością, spłacał kredyt, ma roszczenie o zwrot spłaconych środków pieniężnych jako świadczenia nienależnego (art. 410 § 1 w związku z art. 405 k.c.) niezależnie od tego, czy i w jakim zakresie jest dłużnikiem banku z tytułu zwrotu nienależnie otrzymanej kwoty kredytu.

Stwierdzenie nieważności umowy kredytu oznacza, że kredyt jest nieważny od samego początku tj. od momentu jego zawarcia, a strony powinny sobie zwrócić wzajemnie udzielone świadczenia. Wówczas powstają dwa niezależne roszczenia: Banku – o zwrot kwoty udzielonego kredytu oraz Kredytobiorcy – o zwrot dokonanych spłat rat kapitałowych oraz innych kosztów poniesionych w związku z umową (ubezpieczenie, prowizja itp.). Jak stwierdził Sąd Najwyższy teoria salda nie powinna być stosowana, ponieważ nie istnieje żaden przepis uprawniający Sąd do wyręczania Banków i stosowania tego rozwiązania z własnej inicjatywy.

Jak się jednak okazuje, nie ma beczki miodu bez łyżki dziegciu. Sąd Najwyższy jednoznacznie opowiedział się za możliwością zastosowania przez Bank prawa do zatrzymania otrzymanego świadczenia dopóki kredytobiorca nie zaoferuje swojego świadczenia, co wynika z art. 497 w związku z art. 496 k.c, który wprowadza normę prawną stanowiącą, że jeżeli wskutek nieważności umowy wzajemnej strony mają dokonać zwrotu świadczeń wzajemnych, każdej z nich przysługuje prawo zatrzymania, dopóki druga strona nie zaofiaruje zwrotu otrzymanego świadczenia albo nie zabezpieczy roszczenia o zwrot. Podobnie pozytywnie odniesiono się do możliwości dokonania potrącenia przez Bank.

SN wypowiedział się również w sprawie przedawnienia wzajemnych roszczeń. Niestety, niektóre stwierdzenia w tym temacie winny cechować się większą dokładnością. Stwierdzono, że termin przedawnienia roszczeń o zwrot nienależnie spełnionych świadczeń (zarówno Kredytobiorcy jak i Banku) może rozpocząć bieg dopiero po podjęciu przez kredytobiorcę-konsumenta wiążącej (świadomej, wyraźnej i swobodnej) decyzji w tym względzie. Dopiero bowiem wtedy można przyjąć, że brak podstawy prawnej świadczenia stał się definitywny, a strony mogły zażądać skutecznie zwrotu nienależnego świadczenia. Termin przedawnienia dla kredytobiorcy liczymy zatem od podjęcia przez niego decyzji o domaganiu się zwrotu świadczenia nienależnego. Jednocześnie SN podkreślił, że termin przedawnienia roszczeń banku z całą pewnością nie będzie liczony od momentu uruchomienia kredytu  – nie wskazując innego dokładnego momentu. Można domniemywać, że Kredytobiorcy staną na stanowisku, iż termin ten rozpoczyna się wraz z wezwaniem Banku do zapłaty. Natomiast w interesie Banków jest, by termin ten rozpoczął swój bieg jak najpóźniej – po uprawomocnieniu się wyroku.

Tym nie mniej, powyższa uchwała nie stoi na przeszkodzie żądaniu ustalenia, że umowa jest nieważna bez żadnych dalej idących roszczeń kredytobiorców lub wraz z orzeczeniem zapłaty kwoty równej nadpłacie w stosunku do nominalnej kwoty udzielonego kredytu (kwota dokonanych spłat w PLN – kwota wypłaconego kredytu w PLN). Należy jednak pamiętać, iż skoro bank wypłacił kwotę w PLN może on żądać tylko i wyłącznie kwot w PLN. Nie ma bowiem podstawy prawnej, która umożliwia zapłatę w walucie obcej za zobowiązania wyrażonego w PLN. Zatem, roszczenie banku o zwrot nienależnego świadczenia przysługuje tylko w tej walucie, w której świadczenie zostało spełnione, tj. wypłacane transze kredytu w PLN. Jednocześnie zwrotowi powinny podlegać wszystkie kwoty w CHF uiszczane przez Kredytobiorców na rzecz banku do 10 lat wstecz licząc od dnia złożenia powództwa w sądzie.

Należy pamiętać, że złożenie pozwu nie przekreśla możliwości zawarcia ugody. Ugoda zawarta po pozwaniu Banku oraz wynegocjowana przez doświadczoną kancelarię, będzie znacznie korzystniejsza aniżeli ugoda zawarta z inicjatywy banku. Ponadto, w takiej sytuacji Kredytobiorca zyskuje sądowe potwierdzenie nieważności umowy, co zapewnia spokój od innych roszczeń Banku w przyszłości.

Następny odcinek frankowej odysei miał mieć miejsce 25 marca, gdy pełny skład Izby Cywilna Sądu Najwyższego rozstrzygać miał przedstawiony przez Pierwszą Prezes Sadu Najwyższego wniosek, zawierający 6 fundamentalnych pytań, by wreszcie orzecznictwo w sprawach frankowych ujednolicić.  Sąd Najwyższy przedmiotowym wnioskiem zajmie się jednak 13 kwietnia br., a wydana uchwała będzie jedną z najistotniejszych w sprawach frankowych.

r.pr. Dariusz Śmiłek

Realizacja uprawnień z obligacji

Sąd Najwyższy wydał 27 lutego 2020 roku uchwałę dotyczącą obligacji
(sygn.. III CZP 55/19).
Dotyczy ona obligacji wyemitowanych na podstawie ustawy
z dnia 29 czerwca 1995 r. o obligacjach (dalej: u.o), ale wydaje się, że teza
i problematyka jest aktualna również na gruncie obecnie obowiązujących przepisów.

Rozstrzygnięcie dotyczyło pytania czy obligatariusz może samodzielnie dochodzić wierzytelności z obligacji hipotecznych wobec właściciela nieruchomości, czy też takie uprawnienie przysługuje wyłącznie administratorowi hipoteki? W praktyce, rozwiano wątpliwość czy obligatariusz może sam prowadzić egzekucję z nieruchomości, czy też może to robić jedynie administrator hipoteki, który w księdze wieczystej jest wskazany jako wierzyciel hipoteczny.

W doktrynie i orzecznictwie pojawiały się głosy wskazujące, że działać może tylko
i wyłącznie administrator hipoteki. Niestety, taka wykładnia przepisu sprawiała, że administratorzy często pozorowali działania lub wypowiadali umowę
o administrowanie w momencie, gdy konieczna byłą egzekucja z nieruchomości. Podobna sytuacja stała u podstaw sporu rozstrzyganego przez Sąd Najwyższy. Posiadacz obligacji (obligatariusz) wobec braku działań administratora, zgodnie
z treścią umowy, zażądał wykupu obligacji, a gdy emitent odmówił zapłaty żądanej sumy, skierował spór na drogę sądową.

Sąd I instancji stwierdził, że obligatariusz może samodzielnie dochodzić należnej mu kwoty od emitenta obligacji. Apelację wniosła pozwana dowodząc, że powód nie ma legitymacji czynnej do dochodzenia zapłaty od dłużnika. Tak twierdził też interwenient uboczny, który przyłączył się do postępowania, a dokładniej administrator hipoteki. Dodatkowo przedstawił on dokumenty, z których wynikało, że to on jest uprawniony do wszczęcia czynności zmierzających do przymusowego dochodzenia należności
z roszczeń obligatariuszy. Natomiast Sąd II instancji skierował do Sądu Najwyższego pytanie prawne: „Czy obligatariuszowi przysługuje uprawnienie do dochodzenia od dłużnika rzeczowego wierzytelności wynikającej z obligacji zabezpieczonych hipoteką, wyemitowanych na podstawie ustawy z dnia 29 czerwca 1995 r. o obligacjach, czy też takie uprawnienie przysługuje wyłącznie administratorowi hipoteki?”.

Sąd II instancji wskazywał, że przyznanie prawa do zainicjowania postępowania
w sprawie dochodzenia wierzytelności obligatariuszowi uzależnione jest od przyjęcia jednej z koncepcji zastępstwa pośredniego. Pierwsza zakłada, że zawierając umowę o ustanowienie hipoteki, administrator nabywa hipotekę do majątku zabezpieczonych wierzycieli, zatem sama hipoteka powstaje bezpośrednio w majątku wierzycieli.
W rezultacie stroną stosunku hipoteki są zabezpieczeni wierzyciele.
Drugi pogląd wyklucza legitymację obligatariusza do dochodzenia wierzytelności na skutek uznania, że administrator nabywa hipotekę do własnego majątku.

Sąd Najwyższy przychylił się do pierwszej z koncepcji. A więc obligatariusz może działać samodzielnie: zarówno w procesie o zapłatę przeciwko właścicielowi nieruchomości, jak i w postępowaniu egzekucyjnym z nieruchomości. W swojej analizie, dokonując wykładni, Sąd Najwyższy brał pod uwagę historyczny kontekst regulacji tej materii, a także uwypuklił cel przepisów na podstawie materiałów legislacyjnych i opinii w doktrynie, wskazując iż w założeniu mają służyć uproszczeniu realizacji uprawnień wynikających z hipoteki, a ich celem jest lepsza ochrona interesów obligatariuszy. Sąd Najwyższy uznał, iż sama zmiana przepisów nie stwarza wystarczających podstaw dla stwierdzenia, iż jej mocą doszło do podmiotowej zmiany prawnorzeczowego przyporządkowania hipoteki zabezpieczającej wierzytelności obligatariuszy.

Wnioskuje o tym między innymi z tego, iż utrzymano regułę, że do ustanowienia hipoteki wystarcza oświadczenie woli właściciela nieruchomości, a więc jednostronna czynność prawna. Gdyby zaś hipotekę miał nabywać administrator, naturalne byłoby ustanowienie hipoteki w drodze umowy między właścicielem nieruchomości
a administratorem. Następnym argumentem jest wyłączenie zamieszczone
w art. 7 ust. 3 u.o., które byłoby zbędne, gdyby uznać, że ustanawiana hipoteka wchodzi do majątku administratora. W takiej sytuacji bowiem nie byłoby żadnych podstaw do twierdzenia, że zbycie obligacji powoduje przeniesienie hipoteki. Przychylił się  także do dominującego poglądu, że hipoteka zabezpieczająca wierzytelności obligatariuszy (art. 7 u.o.) należy do ich majątku jako wspólne prawo rzeczowe.
W związku potwierdził, że administrator hipoteki wykonuje prawa i obowiązki wierzyciela hipotecznego we własnym imieniu, lecz na rachunek obligatariuszy, co należy rozumieć jako szczególne upoważnienie ustawowe do wykonywania we własnym imieniu cudzego prawa majątkowego. Konstrukcja ta w prosty sposób wyjaśnia, dlaczego kompetencja administratora do wykonywania hipoteki nie jest nieograniczona i nie obejmuje np. uprawnienia do zrzeczenia się tego prawa rzeczowego. Niemniej, co podkreślano w uzasadnieniu, decydujące znaczenie dla takiego rozstrzygnięcia miał specyficzny tryb ustanawiania administratora, obligatariusze nie mają bowiem wpływu na jego wybór i zakres obowiązków, dlatego przyznanie im legitymacji czynnej stanowi zabezpieczenie ich praw. Z uwagi na powołanie administratora hipoteki przez emitenta może dojść do konfliktu interesów,
a co za tym idzie do osłabienia pozycji obligatariuszy. Pomimo tego, że problem właściwego wykonywania obowiązków przez administratora, jest rozstrzygany na gruncie jego odpowiedzialności odszkodowawczej, to konieczne jest zapewnienie ochrony praw wierzycieli w sytuacji, gdy administrator pozostaje bierny.

r.pr. Dariusz Śmiłek

Wydzielenie gruntów pod drogi publiczne na podstawie ustawy o gospodarce nieruchomościami

Wydzielenie z nieruchomości działki gruntu celem przeznaczenia jej na drogę publiczną wymaga dokonania podziału geodezyjnego nieruchomości. Podział ten może być dokonany, jeżeli w planie zagospodarowania przestrzennego wydzielana część nieruchomości została przeznaczona na drogę publiczną albo, w przypadku braku planu, dla wydzielanej część nieruchomości wydana została decyzji o ustaleniu lokalizacji drogi publicznej. Wydzielenie działek pod drogi publiczne uregulowane jest w  art. 98 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o gospodarce nieruchomościami, przy czym może nastąpić także na podstawie ustawy z dnia 10 kwietnia 2003 r. o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg publicznych – zwanej potocznie „specustawą drogową”.

Ustawa o gospodarce nieruchomościami

Co do zasady dokonanie podziału geodezyjnego nieruchomości nie wpływa na prawo własności, niemniej działki gruntu wydzielone geodezyjnie pod drogi publiczne przechodzą na własność odpowiednio Skarbu Państwa albo jednostki samorządu terytorialnego z mocy samego prawa gdy:

–  doszło do wydzielenia w wyniku wywłaszczenia na podstawie art. 112 i nast. ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o gospodarce nieruchomościami, z datą kiedy decyzja o wywłaszczeniu stała się ostateczna lub

– na zasadzie art. 98 ust. 1 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o gospodarce nieruchomościami, w wyniku złożenia przez właściciela nieruchomości wniosku o jej podział, z której ma być wydzielona droga publiczna. Część tej nieruchomości wydzielona pod drogę publiczną przechodzi na własność odpowiednio Skarbu Państwa albo jednostki samorządu terytorialnego z dniem, w którym decyzja zatwierdzająca podział stała się ostateczna albo orzeczenie o podziale stało się prawomocne. Przepis ten stosuje się odpowiednio do użytkownika wieczystego.

Zatem zgodnie z ustawą o gospodarce nieruchomościami, podziału nieruchomości dokonuje się co do zasady na wniosek i koszt osoby, która ma w tym interes prawny (właściciela lub użytkownika wieczystego).Natomiast z urzędu może on być dokonany m.in.  jeżeli jest on niezbędny do realizacji celów publicznych, czym w rozumieniu ustawy jest, np. wydzielenie gruntów pod drogi publiczne.

Norma zawarta w art. 98 ust. 1 ma zastosowanie co do zasady wówczas, gdy wydzielenie działek pod drogi następuje zgodnie z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Niemniej znajduje je także w związku z decyzją o ustaleniu lokalizacji inwestycji celu publicznego  wydaną na podstawie art. 4 ust. 2 pkt 1 ustawy z dnia 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Warunkiem wystąpienia przewidzianego w art. 98 ust. 1 ustawy skutku jest jednak to, aby z decyzji wynikało, że następuje wydzielenie działki pod drogę publiczną ((por. wyroki Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 20 maja 2014 r., I OSK 2681/14, i z dnia 27 czerwca 2012 r., I OSK 986/11). Podział, o którym mowa, aby być skuteczny prowadzić musi zatem w zgodzie z art. 98 ust. 2, do powstania nowej nieruchomości, będącej własnością gminy, powiatu, województwa lub Skarbu Państwa, dla której powinna być urządzona odrębna księga wieczysta, przy czym podstawą wpisu w niej jest ostateczna decyzja zatwierdzająca podział. Ważnymi jest fakt, iż przeznaczenie działek w MPZP lub za pomocą decyzji administracyjnej na cele publiczne tj. budowę dróg publicznych wiąże każdorazowego nabywcę prawa własności oraz użytkowania. Związanie to dotyczy uregulowanego sposobu korzystania z nieruchomości. Wydzielenie działek ze skutkami określonymi w tym przepisie może nastąpić również w postępowaniu sądowym, kończącym się orzeczeniem o podziale nieruchomości. Jednak w procesie tym musi brać udział podmiot, który docelowo miałby uzyskać własność działki ze względu jej przeznaczenie pod drogę krajową tj. odpowiednia jednostka samorządu terytorialnego lub Skarb Państwa, gdyż w orzecznictwie sądowo-administracyjnym akcentuje się konieczność uczestniczenia w postępowaniu administracyjnym, w którym dochodzi do wyodrębnienia działek pod drogę publiczną, podmiotu, który nabywa własność działki wydzielonej pod drogę (por. wyroki Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 10 lutego 2009 r., I OSK 345/08, i z dnia 19 października 2011 r., I OSK 1763/10, oraz wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie z dnia 6 marca 2008 r., II SA/Kr 60/07, i Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Poznaniu z dnia 1 września 2010 r., IV SA/Po 544/10). Założenie to tym bardziej powinno dotyczyć dotychczasowego właściciela, któremu ma zostać odebrana własność nieruchomości, jeżeli nie jest on inicjatorem postępowania. Wymagania te nie mogą być omijane przez doprowadzenie do podziału nieruchomości w postępowaniu o zniesienie współużytkowania wieczystego (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 8 listopada 2007 r., III CSK 183/07, i uchwałę Sądu Najwyższego z dnia 13 marca 2015 r., III CZP 116/14, OSNC 2016, nr 2, poz. 18).  Zaznaczyć należy, że zmiana własnościowa będąca wynikiem podziału nie jest przedmiotem rozstrzygnięcia w decyzji zatwierdzającej podział nieruchomości, lecz jej następstwem, na które nie ma wpływu dotychczasowy właściciel lub użytkownik wieczysty (Sąd Najwyższy, sygn. I CSK 336/17)

Za działki gruntu wydzielone pod drogi publiczne na podstawie art. 98 ust. 3 zgodnie z art. 98 ust. 1, przysługuje odszkodowanie w wysokości uzgodnionej między właścicielem lub użytkownikiem wieczystym a właściwym organem. Przy czym wspomniane uzgodnienie może nastąpić przed dniem, w którym decyzja zatwierdzająca podział stała się ostateczna albo orzeczenie o podziale prawomocne, np. w umowie ustanawiającej użytkowanie wieczyste. Należy jednak pamiętać, iż postanowienie w kwestii wysokości odszkodowania za nieruchomość wydzieloną pod drogę publiczną nie oznacza każdorazowo jednoczesnego zwolnienia wywłaszczającego przez wywłaszczonego z długu stanowiącego różnicę między rzeczywistą wartością tej nieruchomości (a więc wysokością odszkodowania należnego za wywłaszczenie zgodnie z treścią art. 128 w zw. z art. 98. ust. 3 zd. 3) a wysokością odszkodowania wskazaną w umowie. Powyższe znajduje swoje potwierdzenie w orzecznictwie Sądu Najwyższego (sygn. akt V CSK 261/17). W ramach odszkodowania właścicielowi lub użytkownikowi wieczystemu wywłaszczonej nieruchomości może być przyznana, za jego zgodą, odpowiednia nieruchomość zamienna, ponieważ odpowiednie zastosowanie znajduje tutaj art. 131. Jeżeli do takiego uzgodnienia nie dojdzie, na wniosek właściciela lub użytkownika wieczystego odszkodowanie ustala się i wypłaca według zasad i trybu obowiązujących przy wywłaszczaniu nieruchomości.

r.pr. Dariusz Śmiłek

Odszkodowanie za bezumowne korzystanie z rzeczy

Od kogo i w jakim zakresie należy dochodzić zapłaty wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z rzeczy?

STAN FAKTYCZNY

W dniu 19 kwietnia 2017 r. zapadła uchwała Sądu Najwyższego podjęta
w powiększonym składzie tj. siedmiu sędziów (sygn. akt: III CZP 84/16), w której przyjęto, że korzystanie z nieruchomości przez posiadacza samoistnego, który oddał rzecz do używania najemcy, polega wyłącznie na pobieraniu pożytków cywilnych
(art. 224 i 225 k.c.).

Z uwagi na brak regulacji ustawowych, Sąd Najwyższy zaakcentował w uzasadnieniu niekorzystne skutki nieuchwalenia ustawy reprywatyzacyjnej. Brak przepisów w tej materii zmusza bowiem do dokonywania oceny sytuacji prawnej osób dotkniętych powojennymi aktami nacjonalizacyjnymi, jedynie przy uwzględnieniu obowiązującego prawa i w granicach jego reguł. Zatem Sąd Najwyższy nie mógł kierować się względami natury celowościowej, zasadami słuszności czy potocznie rozumianej sprawiedliwości, pomimo że komentowana sprawa, zdaniem wielu, tego właśnie wymaga.

Spór dotyczył roszczenia o wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z nieruchomości, z którym właściciele pozbawieni prawa własności nieruchomości niezgodnie z postanowieniami dekretu o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m. st. Warszawy z dnia 26 października 1945 roku (przyp. „Dekretu Bieruta”) wystąpili wobec pozwanego miasta stołecznego Warszawy, które z kolei wcześniej oddało tę nieruchomość w posiadanie zależne (w najem lokatorom komunalnym) i czerpało pożytki z czynszu. W takiej sytuacji byli właściciele, którzy odzyskali swoją własność częstokroć kierują żądania o zapłatę za bezumowne korzystanie z nieruchomości warszawskich, za okres do 10 lat wstecz. Problematycznym okazało się zagadnienie czy zobowiązanym do zapłaty w takich sprawach powinno być m. st. Warszawa (ew. Skarb Państwa w jego imieniu), czy może inne osoby, które rzeczywiście, faktycznie, korzystają z cudzej własności – a więc przede wszystkim lokatorzy komunalni.

STAN PRAWNY

Dokonując analizy tego zagadnienia należy pamiętać, iż zgodnie z art. 336 k.c., posiadaczem samoistnym rzeczy (w tym wypadku nieruchomości) jest ten, kto nią faktycznie włada jak właściciel. Posiadaczem zależnym jest natomiast osoba, która faktycznie włada cudzą rzeczą jak użytkownik, najemca, dzierżawca, zastawnik itp., niemniej jest podporządkowana właścicielowi lub posiadaczowi samoistnemu na podstawie stosunku prawnego (najczęściej umowy) uprawniającego go do władania rzeczą. Posiadacz samoistny nie traci posiadania przez oddanie rzeczy drugiemu
w posiadanie zależne (art. 337 k.c.), a ponadto domniemywa się, że posiadanie jest zgodne z prawem (art. 341 k.c.).

Warto przypomnieć w tym miejscu treść innej uchwały Sądu Najwyższego podjętej w powiększonym składzie 7 sędziów dnia 19 marca 2013r. (sygn. akt: III CZP 88/12): „Współwłaściciel może domagać się od pozostałych współwłaścicieli, korzystających z rzeczy wspólnej z naruszeniem art. 206 k.c. w sposób wyłączający jego współposiadanie, wynagrodzenia za korzystanie z tej rzeczy na podstawie art. 224 § 2 k.c. lub art. 225 k.c.” W uzasadnieniu do wspomnianej uchwały Sąd Najwyższy odniósł się do odmiennego traktowania wynagrodzenia za korzystanie z rzeczy oraz pożytków i innych dochodów z rzeczy, które wyodrębnił od prawa do używania rzeczy. Za element korzyści płynących dla właściciela na podstawie art. 207 k.c., rozłączny od wynagrodzenia za korzystanie z rzeczy, uznał prawo pobierania pożytków z rzeczy.  Wynagrodzenie za korzystanie z rzeczy wskazał natomiast jako element wynikający
z korzyści polegającej na osobistym używaniu rzeczy, określony w art. 224 i 225 k.c.
 

PRZEDAWNIENIE ROSZCZEŃ

Wierzytelność o zapłatę wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z rzeczy, zgodnie z orzecznictwem sądowym, nie jest okresowa – przedawnia się odpowiednio z upływem 3 lat, gdy jest związana z prowadzeniem działalności gospodarczej i z upływem 10 lat w pozostałych przypadkach. Reguły te są w pewien sposób modyfikowane w przypadku lokali. Zgodnie bowiem z art. 18 ustawy z dnia 21 czerwca 2001 roku o ochronie o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego, osoby zajmujące lokal bez tytułu prawnego są obowiązane, aby do dnia opróżnienia lokalu co miesiąc uiszczały właścicielowi odszkodowanie. Ustawa nie uzależnia przy tym powstania zobowiązania do zapłaty odszkodowania od istnienia dobrej lub złej wiary. Istotne jest jedynie zajmowanie lokalu bez ważnego tytułu prawnego. Jest to świadczenie okresowe – roszczenie
o zapłatę przedawnia się za każdym razem z upływem 3 lat.

WNIOSKI

Sąd Najwyższy uznał, że pozwanym w sprawie o zapłatę wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z takiej nieruchomości nie może być posiadacz samoistny (miasto stołeczne Warszawa), skoro faktycznie zajmowali ją lokatorzy. Jednocześnie z uchwały wynika, iż miasto może zostać pozwane z tytułu zwrotu pobranych pożytków cywilnych (art. 225 § 2 k.c.)

Sąd Najwyższy nie przesądził o tym, czy posiadacz zależny (np. najemca, lokator) jest zobowiązany względem właściciela do zapłaty wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z rzeczy. Wręcz przeciwnie – gdyż w uzasadnieniu wyraźnie odciął się od jakiegokolwiek automatyzmu w tym zakresie wskazując, iż wymagałoby to każdorazowego rozważenia spełnienia przesłanek tego obowiązku z art. 224 § 2 i art. 225 w związku z art. 230 k.c., a w szczególności stwierdzenia posiadania lokalu w złej wierze, jeżeli wynagrodzenie za korzystanie miałoby objąć okres wykraczający poza chwilę, w której posiadacz zależny dowiedział się o wytoczeniu przeciwko niemu przez właściciela powództwa o wydanie lokalu.

Nie sposób nie zadać sobie pytania o to, jak w takim razie winny wyglądać wzajemne roszczenia i rozliczenia w podobnych sytuacjach? Uchwała takiej odpowiedzi nie zawiera, niemniej da się przedstawić trzy potencjalne scenariusze mogące nastąpić w aktualnym stanie prawnym (brak ustawy reprywatyzacyjnej).

W stanie faktycznym analizowanej sprawy, czynsze te płacili lokatorzy miastu stołecznemu Warszawie. Uzasadnionym wydaje się wniosek, że skoro to nie miasto było właścicielem budynku, to były to świadczenia nienależne w rozumieniu art. 410 § 2 k.c. zatem stanowiły dla miasta bezpodstawne wzbogacenie. Kwestią nierozstrzygniętą pozostaje, czy miasto stołeczne Warszawa może być zobowiązane do ich zwrotu, czy nie zużyło uzyskanych czynszów w taki sposób, że przestało być wzbogacone oraz czy w ogóle powinno było liczyć się z obowiązkiem takiego zwrotu (art. 409 k.c.).

Otwarta pozostaje również kwestia oceny prawnej kumulacji roszczeń po stronie właściciela (o zwrot pożytków cywilnych od miasta oraz wynagrodzenie za bezumowne korzystanie od lokatorów). Z jednej strony jest on uprawniony do żądania od posiadacza samoistnego (miasta stołecznego Warszawy) zwrotu uzyskanych pożytków (czynszów) na podstawie art. 224 i nast. Kc i to nawet tych, które miasto już zużyło, a z drugiej – do otrzymania od osoby faktycznie zajmującej nieruchomość (posiadacza zależnego) wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z nieruchomości bądź w przypadku lokalu – odszkodowania.

Można także dopuścić taką interpretację, w której posiadacz samoistny (miasto stołeczne Warszawa) w takiej sytuacji jest zobowiązany równocześnie do zwrotu pobranych pożytków (czynszów) właścicielowi, jak również do zwrotu tych samych czynszów lokatorom, od których je bezpodstawnie pobierał. Należy jednak zaznaczyć, iż ten ostatni wariant został poddany krytyce w uzasadnieniu omawianej uchwały, gdzie Sąd Najwyższy w ostatnich słowach wskazywał, że sprawa wymaga uwzględnienia wzajemnych relacji między roszczeniem o wynagrodzenie za korzystanie z rzeczy a roszczeniem o zwrot pożytków lub ich wartości i dokonania oceny, czy ewentualnie próba realizacji obu tych roszczeń nie wykraczałaby poza ramy celu przypisanego im przez ustawodawcę.

r.pr. Dariusz Śmiłek